Info

Więcej o mnie.

Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2013, Luty4 - 0
- 2013, Styczeń4 - 1
- 2012, Wrzesień5 - 18
- 2012, Sierpień11 - 28
- 2012, Lipiec12 - 32
- 2012, Czerwiec9 - 41
- 2012, Maj1 - 2
- 2011, Październik2 - 11
- 2011, Wrzesień2 - 16
- 2011, Lipiec1 - 11
- 2010, Maj3 - 17
- 2010, Kwiecień10 - 2
- 2010, Marzec2 - 0
- 2009, Październik6 - 22
- 2009, Wrzesień15 - 56
- 2009, Sierpień11 - 18
Dane wyjazdu:
52.00 km
25.00 km teren
02:15 h
23.11 km/h:
Maks. pr.:35.89 km/h
Temperatura:22.6
HR max:170 ( 96%)
HR avg:137 ( 77%)
Podjazdy:174 m
Kalorie: 1400 kcal
Rower:Giant XTC0
spokojnie do Puszczykowa
Wtorek, 19 czerwca 2012 · dodano: 19.06.2012 | Komentarze 2
Dziś po pracy udałem się do BCM.dość późno ruszałem, więc musiałem trochę się pośpieszyć aby zdążyć przed zamknięciem, jednak nie przesadzałem z wysiłkiem i prędkościami. Na przejeździe kolejowym miałem chwilkę na relaks, w oczekiwaniu aż przejedzie pociąg, z tej chwilki zrobiło się 5 minut, a obok i za mną pojawiło się kilku rowerzystów.
Szlaban w górę i start jak na maratonie, docisnąłem z kopyta na maksa i wyrwałem do przodu, dwóch innych odzianych w koszulki pognało za mną, przez chwilę siedzieli na kole, ale podciągnąłem powyżej 35 i gdzieś się urwali :)
Nieco zasapałem się na asfaltowym podjeździe przed BCM, ale miałem dość sztywne przełożenie, którego nie redukowałem, a mimo to udawało się utrzymać prędkość w okolicach 20 km/h. Dopiero na szczycie zwolniłem, aby nieco potu z siebie zgubić zanim dojadę do BCMu.
w sklepie trochę czasu zeszło, jakieś rękawiczki kupiłem i spodenki i w drogę do domciu, tym razem skierowałem się do Warty i wracałem trasą nadwarciańską.
Jeszcze w Puszczykowie dogoniłem dwóch szoszonów, jednak poszło mnie to za prosto, no cóż jeden z nich nawijał coś przez komórkę i spowalniał dwu osobowy peleton :), jechali poniżej 30km/h
Na szlaku nadwarciańskim jechałem spokojnie bez szaleństw, miało być w tlenie więc kiedy tylko usłyszałem 3 piknięcia, zwalniałem. Tak sobie spokojnie kręcąc, mijają kolejne kilometry. Nadwarciański o każdej porze roku jest piękny, a że dość dawno nim nie jechałem, to kontemplowałem otaczające widoczki. Jadąc sobie spokojnie, w pewnej chwili znajoma sylwetka pojawiła się z przeciwka.
Spotkałem Marka z kolegą (Janek). Zatrzymaliśmy się na parę chwil, wymiana zdań, głównie na temat dojazdu do Karpacza i po około 5 minutach każdy udał się w swoją stronę. Ja w kierunku Poznania, Marc z kompanem poleciał na WPN.
Na wysokości Dębiny, w przeciwnym kierunku szosą zasuwała duża grupa rowerzystów w kierunku na WPN, była to ekipa z "polska na rowery" stawkę zamykał trener.
Przez chwilę chciałem zawrócić i pojechać z nimi, godzina była młoda, jednak brak picia - w gębie pustynia, pierwsze objawy głodu, nie jadłem od ponad 6 godzin, skutecznie i dość szybko wybiły ten pomysł z głowy. Po około 30 minutach byłem w domu.
Tętno bardzo niskie, po części jeszcze efekt zmęczenia po Kargowej, a po części tak miało być, a nie inaczej. Pogoda dopisała, było cudownie, nie za gorąco nie za chłodno.
Kategoria do 100 km