Info

Więcej o mnie.

Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2013, Luty4 - 0
- 2013, Styczeń4 - 1
- 2012, Wrzesień5 - 18
- 2012, Sierpień11 - 28
- 2012, Lipiec12 - 32
- 2012, Czerwiec9 - 41
- 2012, Maj1 - 2
- 2011, Październik2 - 11
- 2011, Wrzesień2 - 16
- 2011, Lipiec1 - 11
- 2010, Maj3 - 17
- 2010, Kwiecień10 - 2
- 2010, Marzec2 - 0
- 2009, Październik6 - 22
- 2009, Wrzesień15 - 56
- 2009, Sierpień11 - 18
Wpisy archiwalne w kategorii
do 100 km
Dystans całkowity: | 2744.15 km (w terenie 1510.41 km; 55.04%) |
Czas w ruchu: | 137:48 |
Średnia prędkość: | 19.43 km/h |
Maksymalna prędkość: | 60.31 km/h |
Suma podjazdów: | 14710 m |
Maks. tętno maksymalne: | 179 (101 %) |
Maks. tętno średnie: | 164 (92 %) |
Suma kalorii: | 36129 kcal |
Liczba aktywności: | 54 |
Średnio na aktywność: | 50.82 km i 2h 45m |
Więcej statystyk |
Dane wyjazdu:
78.83 km
39.00 km teren
03:25 h
23.07 km/h:
Maks. pr.:56.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author
WPN rozpoznanie :)
Poniedziałek, 24 sierpnia 2009 · dodano: 24.08.2009 | Komentarze 4
Umówiłem się na wyprawę/rekonesans do WPN z DunPeal oraz z Klosiu. Miejsce spotkania przy ul. hetmańskiej w kierunku na Dębinę. Krótko przed wyjazdem dostaję smsa iż Klosiu nie może dziś o tej godzinie. Na trasę ruszamy z DunPeal z lekkim opóźnieniem około 15 minut. Kierujemy się nasypem w kierunku na Dębinę, do której szybko docieramy następnie chodnikiem do sklepiku w Luboniu i skręt w lewo ku Warcie, dalej już wzdłuż Warty do samego Puszczykowa, lasem, później pokonujemy tory kolejowe i lasem docieramy do cukierni na lody. Krótka przerwa na pyszne lody i uzupełnienie płynów.Po około 15 może 30 minutach ruszamy dalej, kawałek drogą, kieruję się do drogi Mosina - Kórnik, po jej sprawnym przejechaniu ponownie wjazd w piaski (odcinek pierścienia wokół Poznania) i dalej do Mosiny, przejazd przez jej centrum, rondo i kierujemy się na Stęszew, gdzie DunPeal prowadzi i nadaje tempo około 35 km/h chwilami nawet przekracza 40 km/h.
W Dymaczewie Starym kolejne już ostatnie uzupełnianie płynów, za kilka minut wjazd do lasu i brak możliwości zrobienia zakupów. Kawałek pod górkę, tu ja zostaje w tyle wolę wjechać we własnym tempie bez siłowania się, spokojnie. DunPeal rwie do przodu miał poczekać przy wyrobisku, dziurze w ziemi gdzie nielegalnie ktoś skorzystał z piasku, ale kolega przeleciał ten punkt. Po chwili oczekiwania wrócił,

Na wzniesieniu w WPN od strony Dymaczewa Starego© toadi

Na szlaku w WPN, postój na wzniesieniu© toadi
Na jednym z podjazdów DunPeal uszkadza sobie napęd, łańcuch na odcinku 4-6 ogniw uległ wyraźnemu skręceniu, a przerzutka przednia nie podaje łańcucha na największą zębatkę. Podejmujemy decyzje o zmianie planów, aby nie katować dalej napędu aby skręcony łańcuch nie poczynił większych szkód.
Jednak czeka nas jeszcze kilka kilometrów lasem nim dotrzemy do drogi i wyjedziemy na asfalt. Dalej kierujemy się na Puszczykowo i następnie już ścieżką rowerową docieramy na Dębinę. Jedziemy jednak wyraźnie wolniej niż jeszcze godzinkę wcześniej, DunPeal ma niezły młynek chcąc utrzymać 30-35 km/h, cóż korzystał ze środkowej tarczy.
W miejscu w którym zaczęliśmy wyprawę jeszcze chwilka rozmowy i każdy udaje się w swoją stronę. Wracałem głównie drogami więc starałem się podbić średnią do 33km/h gdyż niewiele brakowało, ostatnie 15 minut dało mi całkiem nieźle w kość, i mimo że poruszałem się po asfalcie końcówkę jechałem zaledwie z prędkością 30km.h, ale udało się :)
Wycieczka byłą zaplanowana na jeszcze 40-60 km w terenie, w planach była Osowa Góra, czarny szlak północnym brzegiem jeziora Dymaczewskiego, południowym brzegiem j. Góreckiego od Wyspy Zamkowej do pałacu Grejzera i lasami do Puszczykowa. powrót do Poznania zależnie od pory dnia i sił miał być albo wzdłuż Warty, albo tak jak dziś ścieżką rowerową. Nie wyszło dziś wyjdzie może innym razem :)
DunPeal dał mi niezły wycisk, na piaszczystych ścieżkach pędził przodem a ja musiałem go gonić, miałem co robić, chwilami zostawałem mocno w tyle.
Wycieczka udana a przygody mniej lub bardziej szczęśliwe muszą być aby było co wspominać w przyszłości.
Kategoria do 100 km
Dane wyjazdu:
31.78 km
0.00 km teren
01:04 h
29.79 km/h:
Maks. pr.:48.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author
Krótko i szybko
Niedziela, 23 sierpnia 2009 · dodano: 23.08.2009 | Komentarze 0
Dziś wybrałem się w krótką liczącą sobie 30 km traskę do Gowarzewa, przez Szczepankowo, Spławie i Tulce, a potem pod wiatr z powrotem do Poznania tą samą trasą. jednak musiałem kawałek podjechać sobie na sąsiednie osiedle do bankomatu, kaska zawsze się przyda. Dwa może trzy kilometry po osiedlowych dróżkach i chodnikach, potem wyjazd na trasę Katowicką na wiadukt Franowo a za wiaduktem na Szczepankowo.Wróciłem po godzinie i czterech minutach, spocony i nieco zasapany :)
Kategoria do 100 km
Dane wyjazdu:
61.50 km
51.50 km teren
02:48 h
21.96 km/h:
Maks. pr.:42.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author
Powidz
Sobota, 22 sierpnia 2009 · dodano: 20.08.2009 | Komentarze 1
Piątek wieczór - prognoza pogody nie napawa optymizmem, zmieniamy nieco plany (Ja i Krzysztof), zamiast wyjazdu o 6:00 przesuwamy o godzinę. A decyzję co do wyjazdu postanawiamy podjąć rankiem.Sobota ranek, nie pada, w nocy również nie padało, niebo zasnute ciężkimi granatowoszarymi chmurami i lekko wieje, ale nie pada. Decyzja zapada ruszamy do Powidza - Strona informująca o maratonie - Krzysztof Maks wstawia się o umówionej porze. Kilka chwil później oba rowery lądują na dachu samochodu i ruszamy w drogę.
Na miejscu jesteśmy przed czasem, rejestrujemy się u miłej dziewczyny, zaś organizator udziela drobnych wyjaśnień, itd.. W czasie kiedy oczekujemy za startem ściągają inni uczestnicy tej imprezki. Przebranie się, sprawdzenie rowerów, krótka jazda po placu - w tylnym kole mało powietrza, a jeszcze wczoraj napompowałem prawie na maksa. Rower ląduje do góry nogami, szybkie zdjęcie koła, zdjęcie opony wymiana dętki, itd. po 10 minutkach mam już napompowaną opnę i koło tylko założyć na właściwe miejsce. Nie zauważyłem od razu ale okazało się że kolega mierzył mi czas :), dlatego wiem ile mi to zajęło. Już w domu po sprawdzeniu okazuje się iż w dętce była mała dziurka, na tyle mała że mogło by obyć się bez jej wymiany, wystarczyło dopompować i powinno na te niecałe 3 godziny jazdy jaka nas czekała wystarczyć. Na szczęście później już przykrych zdarzeń nie było.
Krótka odprawa przed startem, rozdanie map i kwadrans później start.

Na chwilę przed startem© toadi
Wszyscy ruszyli jak z kopyta, ja zostaję nieco za innymi, zakładam rękawiczki, do pierwszego punktu - punktu zero, gdzie czekał sędzia, z tego właśnie miejsca rozpoczyna się właściwy wyścig. Wybieramy kierunek jazdy w lewo od punktu zero. Krzysztof jakieś 100-200 metrów przede mną, poprawiam butelkę po raz kolejny, a to dopiero początek, jednak po chwili i tak mi wypada, 1,5 litra wody z herbatką ląduje na ziemi, jadę dalej uznałem że i tak jest dość chłodno i powinna wystarczyć mi na 3 do 4 godzin butelka izotonika. Wkrótce doganiam Krzysztofa, aby znów zostać w tyle - gleba, a dokładniej wywrotka przez kierownicę. Jadąc alejką akacjową nie chciałem ryzykować przebicia i postanowiłem uciekać na pole jadać jak większość, nie spostrzegłem jednak głębokiej wyoranej bruzdy, którą zakrywały wysokie trawy z pobocza ścieżki. Koło wpadło w bruzdę w momencie kiedy stawałem na pedałach i pochyliłem się nieco ku przodowi, nim się spostrzegłem miałem rower na plecach :)
Szybko się pozbierałem i ruszyłem w te pędy przed siebie, dogoniłem Krzysztofa i od tej pory pokonywaliśmy trasę razem :), co było wcześniej ustalone, a organizator nie wykluczał takiej możliwości.
Nim dotarliśmy do pierwszego punktu gdzie należało odbić listę, nieco nadłożyliśmy trasy jadąc przez Charbin, pierwszy punkt do zaliczenia - małe oczko wodne pośród pól otoczone małą łączką, nie było większych problemów z jego odnalezieniem,

Wyścig w Powidzu - pierwszy punkt© toadi
Punkt E znaleźliśmy bez zbędnego błądzenia i nadkładania drogi, kolejny łyk wody i do kolejnego punktu ruszamy już lasem. Dojazd do Skorzęcin Plaża bez rewelacji, przejazd przez punkt poboru opłat i jesteśmy w miejscowości, teraz tylko odszukać kolejny już punkt C - paśnik. Początek poszukiwań udany, wjazd na właściwą ścieżkę gdzie spotykamy Sebastiana Relacja Sebastiana z wyścigu na orientacje, kilka wymiana kilku zdań a paśnika nie ma, spoglądamy na mapę, i widzimy że jest gdzieś za nami, jakieś 500 metrów, dostrzegamy że nie znajduje się bezpośrednio przy szlaku, a prowadzi do niego ścieżka. Wracamy, ścieżkę odnajdujmy, nieźle zamaskowana, łatwo ją przeoczyć i ominąć. Kawałek ścieżynką do końca i odnajdujemy paśnik oraz podbijamy kartę.
Rozstajemy się z Sebastianem, który zmierza w przeciwnym kierunku i jedziemy do punktu D - przepust wodny. W okolicach Piłki, chwila nieuwagi i zamiast pojechać prosto skręcamy w prawo podążając czarnym szlakiem rowerowym, kiedy się spostrzegamy jesteśmy na trasie do Wylatkowa, zawracamy. Po dojechaniu do Okręglicy, zaciągamy jeżyka u tubylczej ludności i kierujemy się prosto do punktu D, zjazd po piachu w dół w kierunki łączki i pasącego się bydełka. Ostre hamowanie, mostek, o mało bym go nie dostrzegł tak skutecznie zamaskowała go natura pokrzywami, krótkie owocne poszukiwania i mamy kolejny punkt, punkt D, W tym momencie dociera w to samo miejsce dwóch Mastersów, docierają od miejscowości Kinno ????, dlaczego od tej strony. Odbijam im karty i ruszamy przed siebie, wydawać by się mogło że łatwy wcześniej zjazd, zmusza nas do wprowadzenia rowerów pod górkę w piach. Startujemy a za nami podążają Mastersi, i małe Déjà vu, my już tu dziś byli, okolice Piłki, skrzyżowanie piaszczystych dróg, wracamy na plażę, w kierunku punktu C zamiast kierować się do punktu B. Parę minut dyskusji, żeby nie powiedzieć sporów i Mastersi ruszają przodem, a my za nimi, jednak Oni mylą drogę i skręcają w prawo, na Wylatkowo, my jedziemy prosto. Bez dalszych przygód docieramy do punktu B, przed którym ulokowali się sędziowie, ale tak sprytnie, że nie na tej krzyżówce, która była zaznaczona na mapie, nas to jednak nie zmyliło, skręcamy w lewo i mamy kolejny punkt. Teraz do starego dębu - punkt G i punktu medycznego.
Ruszamy, patrzymy a Mastersi już też docierają do punktu B. Nadrobili stratę, Przed punktem G doganiają nas i siedzą na kole, nie zamierzają wyprzedzać. Przy starym dębie punkt medyczny, podbicie kart, niektórzy uzupełniają picie. Ruszamy, szkoda czasu na podziwianie krajobrazu, który jest naprawdę ładny, chociaż co do dębów, daleko mu do Rogalina czy okolic Zaniemyśla. Jednak z dębem wiąże się pewna legenda - ponoć schronił się tu Napoleon, ale tylko dąb wie na ile to legenda, a na ile fakt historyczny.
Kolejny odcinek leśnymi ścieżkami, aż do drogi na Powidz. Ja jadę przodem, Mastersi wiszą mi na kole, ale nie poddaje się, cwaniacy oszczędzają siły, szkoda że technicznie dróżka jest łatwa, dzięki temu mogą być bezpośrednio za mną :(, przydało by się nieco kamieni, pieńków i innych przeszkód, może po wpadnięciu na którąś z nich, co zapewne bym im ułatwił, wyprzedzili by i pojechali przed nami, albo zwiększyli odstęp. Między punktem B a G oraz nim wyjechaliśmy na drogę, na leśnych ścieżkach chwilami pędziliśmy nawet 35 km/h, ale w większości prędkość oscylowała wokół 30km/h, to całkiem nieźle jak na amatorów, którzy pierwszy raz startują w tego typu zawodach, jakichkolwiek zawodach.
Po wyjechaniu na drogę licząc, iż może przejadą zjazd do ostatniego już punktu, punktu A, puszczamy ich przodem. Jednak nie pomylili się i zjechali gdzie należało. Spotkamy ich dopiero na mecie :(
Punkt A, nieźle ulokowany, skryty na drzewie, które jest amboną myśliwską, w okolicy znajduje się jeszcze kilka Ambon ale już standardowych - wież. Jakieś 100 metrów pod górkę, porośniętym dość wysoką trawą i zielskiem polem i jestem pod drzewem. Krzysztof zostawia rower na ścieżce i dzielący go dystans pokonuje pieszo. Jazda po tym zielsku zaowocowało tym, iż w kasecie miałem więcej zielska i trawy niż było na polu, bynajmniej można tak było sądzić po jego zagęszczeniu na tejże kasecie.
Nie tracąc czasu ruszamy do ostatniego już punktu, docieramy bez najmniejszych przeszkód, sędzia podbija nam karty, odnotowuje numery, parę zdań wymieniamy i dowiadujemy się iż nie jesteśmy ostatni. Radość, bo sądziliśmy że jedziemy jako ostatni. Kierujemy się już do mety, trwa to parę krótkich chwil, gdyż przewaga zjazdów skłania do szybszej jazdy niewielkim wysiłkiem.
Meldujemy się na mecie, mamy 10 i 11 miejsce na 14 startujących, jest lepiej niż przewidywaliśmy.
Dostajemy po batonie, butelce wody z której nie korzystam, mam jeszcze 1/2 butelki izotonika, który zabrałem na trasę, a tylko 1/2 spożytkowałem.
Wyjazd uważam za udany, muszę popracować nad lepszą orientacją w terenie, zwłaszcza wtedy kiedy brak słonka, słonka które zawsze służyło mia za kompas, a w sobotę nie mogło się przebić spoza chmur. Do następnego roku poprawię jazdę na kompas i zobaczymy jak wtedy mi pójdzie w Powidzkim Maratonie na Orientacje 2010, mam nadzieję że się odbędzie :)
Na liczniku mam nieco większy dystans niż w samy maratonie i niższą średnią, efekt kręcenia kółek na parkingu przed startem, kiedy to około 5-10 minut jeździłem po parkingu robiąc małe kółka i ósemki aby sprawdzić rower. Dlatego wywaliłem 1 km z tego co wskazał licznik, tyle bowiem pokazywał w momencie startu, oraz ująłem 7 minut z czasu jazdy. Jak dla mnie zważając iż jechaliśmy głównie w terenie średnia była bardzo dobra :)
Mapka z wyścigu oraz karta kontrolna:

Mapka z wyścigu w Powidzu wraz z kartą kontrolna© toadi
Kategoria do 100 km
Dane wyjazdu:
77.24 km
15.00 km teren
04:15 h
18.17 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author
Niedzielny wypad do WPN
Niedziela, 16 sierpnia 2009 · dodano: 19.08.2009 | Komentarze 0
Trasa wraz ze śladem GPS oraz zdjęciami na blogu Krzysztofa: Niedzielne RozkręceniePo trasie z Częstochowy do Poznania wstałem dość późno. Z początku było dobrze, nie czułem większego zmęczenia, nic nie bolało, ale kiedy tylko spróbowałem podnieść 4 litery z łóżka okazało się że nie jest aż tak dobrze. Kostka się odezwała - dała znać że nie ma chęci na jakikolwiek wysiłek.
Rozmowa z Krzysztofem i umówiliśmy się na coś dość łatwego po terenach zalesionych. Godzina wyjazdu 12:15, miejsce spotkania: Malta
Pojechaliśmy wzdłuż Warty na Dębinę, następnie Luboń, Puszczykowo (tu przerwa na pyszne lody). Dalsza trasa to Mosina, Dymaczewo i do brzegu jeziora dymaczewskiego, dalej czarnym szlakiem wzdłuż jeziora, za miejscowością Łódź nie kontynowaliśmy trasy wzdłuż j. witobelskiego, odbiliśmy w prawo do czerwono znakowanego szlaku (pierścień wokół Poznania) kawałek pierścieniem a następnie kolejny raz odbijamy w lewo na rozwidleniu ścieżek w kierunku j. Góreckiego i wyspy zamkowej. Chwila przerwy, fotka ruin zamku na wyspie i dalej wzdłuż jeziora
na jego przeciwległy brzeg. Następnie kawałek pod górę i ścieżką wzdłuż drogi do Puszczykowa. W Puszczykowie kolejna przerwa na uzupełnienie płynów i dalej na Poznań przez Luboń, Dębinę, wzdłuż oś. Piastowskiego na Maltę.
Tu jeszcze chwila rozmowy i wracamy już do domów.
Kategoria do 100 km
Dane wyjazdu:
78.00 km
0.00 km teren
03:12 h
24.38 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author
Poznań - Częstochowa - pana/porażka
Piątek, 14 sierpnia 2009 · dodano: 19.08.2009 | Komentarze 1
Pierwsze nieudane podejście do pokonania trasy z Poznania do Częstochowy.Wykombinowałem sobie że pojadę z Poznania już w nocy, tak aby zdążyć do wieczora na miejsce czyli Częstochowy.
Ruszyłem parę minut po północy, trasą z Poznania Rataje - na Szczepankowo i Spławie. Kiedy dojechałem do granic miasta i skończyło się oświetlenie uliczne przekonałem się jak niewiele daje lampka LED którą mam ze sobą, ustawiona na wprost wcale nic nie dawała, więc mocno pochyliłem ją w dół, wtedy widziałem co jest bezpośrednio przed kołem, ale jak długo można tak jechać ?. Pomimo tego jechałem dalej, tym bardziej że jechałem rejonami które znam bardzo dobrze, wiedziałem że do Nowego Miasta nie powinienem mieć problemów nawet z tak marnym oświetleniem. Liczyłem że za nieco ponad 3 do 4 godzin zacznie się rozwidniać i będzie lepiej.
Na odcinkach oświetlonych światłem latarń starałem się jechać dość szybko, ale kiedy je opuszczałem zwalniałem, mimo to zaliczałem większość dziur na drodze :(
Minąłem Tulce, Komorniki, Nagrodowice.
Wkrótce przekroczyłem pod Krerowem autostradę i kierowałem się dalej na Środę Wlkp. Miast było dobrze oświetlone, więc starałem się nieco przyśpieszyć, ale jakoż ciężko szedł rowerek. Dojechałem kawałek za Środę. A dokładniej za Brodowo wioskę która znajduje się na trasie ze Środy na Nowe Miasta, postanowiłem się zatrzymać, coś mi ciężko szedł rower. Zdjąłem lampkę z kierownicy i rozpocząłem oględziny. Przeczucie okazało się słuszne. W tylnym kole było mało powietrza. Nie zeszło do zera, ale opona dość znacznie się uginała. Chwila zastanowienia i decyzja powrotu do domu, miałem zapasową dentkę, ale tylko jedną a w dodatku nie chciałem naprawiać po nocy nie wiedząc czy uda mi się zlokalizować przyczynę. Dopompowałem powietrza i tą samą trasą wracałem do Poznania. Po drodze jeszcze dwa razy uzupełniałem powietrze kiedy tylko zaczynałem odczuwać że jest go już mało.
Około 4 w nocy byłem ponownie w domu, wycieczka skończyła się znacznie szybciej niż planowałem. Zrezygnowany położyłem się spać. Wstałem późno, zjadłem śniadanko i postanowiłem sprawdzić co też się stało. Po zdjęciu tylnego koło, zabrałem je do pokoju, zwinąwszy nieco wcześniej dywan. Dentka faktycznie była przebita, miedzy opnę a dentkę dostał się mały kamyk, zapewne kiedy przekładałem opony. Dziura nie była duża, ale wariant z ciągłym uzupełnianiem powietrza nie był by dobry. Po nocy zaś na pewno bym nie zauważył przyczyny przebicia i pomimo że wymienił bym dentkę, jechał bym dalej zaniepokojony czy za parę chwil nie padnie kolejna. Przesunięcie z konieczności w czasie wyjazdu na Częstochowę dało czas abym nabył lepsze oświetlenie. Próbę pokonania trasy i dystansu podjąłem kolejnego dnia, tym razem udaną :) Częstochowa Poznań - przez 4 województwa
Przejechany dystans 78 km
Czas jazdy 3:05 h
Prędkość średnia 24,38 km/h
Czas poza domem: prawie 4 godziny
Kategoria do 100 km